Kwame Kilpatrick wraca do więzienia

Były burmistrz miasta Detroit znów w więzieniu. Po kilku latach sądowych przepychanek, kłamstw, odwołań sprawa zniesławionego burmistrza powoli zmierza ku końcowi. W dzisiejszym podcaście usłyszycie też o przestepczości na ulicach Detroit. O siedmioletniej dziewczynce zabitej przez policje. O licealiście zabitym na ulicy. O programie Dateline NBC poświęconym Detroit. Zapraszam do słuchania.

Polskie Detroit 247 | 17:17 | 15.9MB

 

Strony internetowe związane z tematami poruszanymi w tym odcinku podcastu:

Friends of Kwame



komentarzy 9 do “Kwame Kilpatrick wraca do więzienia”

  1. Tomasz napisał(a):

    Widziałem kilka dni temu video z ostatniej rozprawy z udziałem Kilpatricka za pośrednictwem detnews.com. Facet faktycznie sprawiał wrażenie pewnego siebie.

    Odnośnie Memorial Day, to raczej nie w obronie „wolności” Stanów Zjednoczonych, a raczej „interesów”, co należy rozumieć naprawdę szeroko. Taka drobna dygresja z mojej strony.

  2. artur napisał(a):

    mysle ze memorial day to nie tylko pamiec w obronie wolnosci Stanow ale wiekszej czesci cywilizowanego swiata. Znajac historie to mozna dojsc do wniosku ze gdyby nie armia US to wszyscy rozmawialibysmy po rosyjsku albo po niemiecku wiec szacunek sie nalezy…

  3. Tomasz napisał(a):

    A gdzie jest mowa o braku szacunku?! Trzeba jednak patrzeć na wszystko realnie i właśnie wspomniana historia, czy to Stanów Zjednoczonych, czy świata dowodzi, że w większości różnego rodzaju konfliktów w które zamieszane są lub były Stany Zjednoczone rozbijała się nie o wartości, tylko o szeroko pojęty interes i to wbrew pozorom każdej ze stron (USA, sojusznicy, przeciwnicy).

    Reasumując pochwała ideałów jest jak najbardziej na miejscu, ale klapek na oczach też nie warto nosić. Takie uroczystości, to oczywiście duma, wręcz duma narodowa, ale i podświadome utrwalanie stereotypów i logiki „mas”, które obliguje się do wierzenia w taki, a nie inny porządek.

  4. Artur napisał(a):

    Wydaje mi sie ze troche sie pogubiles
    odbierasz wszystko zbyt ogolnie
    nie mozna wkladac do tego samego worka hitlerowskie niemcy czy komunistyczna rosje z USA I np Polska
    chodzi o swieto w ktorym wspomina sie zwyklego zolnierza
    dostal rozkaz I go wykonal w dobrej intencji
    nie szukajmy sobie wrogow na sile
    pozdrawiam

  5. Tomasz napisał(a):

    Naturalnie nikt nie szuka wrogów, ale warto ten wątek rozgryźć wspólnie do końca. Zerknijmy, czy się pogubiłem.

    Piszesz, że gdyby nie siły US, to większość cywilizowanego świata mówiłaby, czy pisała w języku niemieckim bądź rosyjskim. Ale przecież, to jest wniosek postawiony na tezie, której obiektywnie patrząc nie można teraz już udowodnić. To wszystko są przypuszczenia.

    Spójrzmy co zrobiono z Polską (jako państwem) i jej ziemiami w Jałcie. Roosevelt i reszta „zachodu” umyła ręce. I okazało się, że z pod okupacji hitlerowskiej przeszliśmy pod następną, nie wiem, czy nie jeszcze gorszą. Do tego wydaje się, że dość niewiele brakowało, aby postępująca po wojnie „rusyfikacja” w pełni spełniła swoje zadanie wparcia ludności polskiej innego światopoglądu, czy języka.

    Zapewniam Cię, że Stany Zjednoczone miały w głębokim poważaniu Polskę (pomimo zasług jej żołnierzy na różnych frontach). Ewentualnie mogły „trzymać rękę na pulsie”, ale to też maska, bo o trwałości „transkontynentalnych” więzi, paktów, czy ustaleń mieliśmy się okazję przekonać nie tylko po wrześniowych atakach w 1939.

    Odnośnie drugiego wpisu.

    Oczywistym jest, że każde ze wspomnianych
    państw, to zupełnie inna bajka. Obojętnie mentalnie, kulturowo, światopoglądowo. I w czasie drugiej wojny i dziś.

    Zapewne w Rosji, czy Niemczech też wspomina się indywidualnego żołnierza, który dostawał rozkaz i go wykonywał (mechanizm zawsze jest identyczny), a nawet stawał się bohaterem w ramach swojej strony w całym konflikcie. Każda ze stron chciała coś udowodnić i była głęboko przekonana, że jej sposób myślenia i wyznawane wartości są tymi jedynymi właściwymi. Obiektywnie patrząc „ideały” jakimi się kierowali ludzie ze strony hitlerowskich Niemiec, czy komunistycznej Rosji, naturalnie do najtrafniejszych i najmądrzejszych nie należały, ale to już oddzielna sprawa.

  6. artur napisał(a):

    Fajnie, widzie ze sie temat rozwina :)
    Zgadzam sie co do wiekszosci twoch wypowiedzi
    Stany w Jalcie olaly Polske i tak naprawde Polska dla nich i teraz malo znaczy a szkoda bo podobno to kraj z najwiekszym poparciem dla Ameryki…
    Wole jednak US za sasiada niz Rosje czy Niemcy
    Co do „wniosku na tezie” to wystarczy poczytac co do faktow jakie mialy miejsce w danym czasie.
    A tak na marginesie co robila zachodnia Europa jak Jugoslawia sie wybijala – nic rozmawiali.
    I znowu musialy zareagowac sily US- interesu nie widzialem tam zadnego dla US ewentualnie zablokowanie powiekszenia sie konfliktu.
    Co do Iraku prawdopodobnie chodzio o rope ale co w tym zlego ze rzad prubuje utrzymac ekonomie swiatowa w dobrej kondycji.
    Napewno USA nie jest perfect krajem ale widzialem gorsze duzo gorsze, i z mojego doswiadczenia moge ci powiedziec ze fajnie jest miec takiego sasiada

  7. Tomasz napisał(a):

    Dyskutować zawsze warto.

    Nic dziwnego, że wolisz, bo sam zamieszkując obszar Kanady, nie musisz się martwić sąsiedztwem Niemców, czy Rosji, w przeciwieństwie do osób które zostały w Polsce.

    „Wniosek na tezie” – jasne fakty, ale najczarniejsze scenariusze się nie sprawdziły, więc to nadal tylko gdybanie.

    Nie. USA nigdzie na terenie Europy nie „musiało” interweniować. Zrobiono, to w jakimś konkretnym celu lub aby coś dzięki temu uzyskać (nawet w długofalowej perspektywie). Trzeba by się przebić przez genezę rozpadu Jugosławii i dalszych losów powstałych w jej następstwie republik, czy nowych państewek. Takie np. Kosowo jest na garnuszku US.

    Bardzo dobrze, że podałeś przykład Iraku, bo to akurat koronny argument załatwiania interesów. Chodziło i dalej chodzi, tylko i wyłącznie o ropę (ofensywa zaczęto od Bagdadu i przejęcia kontroli nad infrastrukturą naftową), a położenie na tym wszystkim łapy, to nie żadne próby utrzymania światowej ekonomii w dobrej kondycji. Przejęcie kontroli nad źródłem energii, to korzyść dla agresora. Próba zabezpieczenia swoich potrzeb (sprawdź jakim wynikiem legitymuje się część światowego wydobycia tego surowca na bliskim wschodzie).

    Arturze nie żyjemy w świecie dobra, moralności, poszanowania człowieczeństwa, sprawiedliwości etc, tylko władzy, bitwy o pieniądze, a co za tym idzie wpływy. Szczególnie mam tu na myśli mocarstwa, za które Stany, przecież nieprzerwanie uchodzą.

    USA z pewnością nie jest perfect krajem, co sam stwierdzasz i właśnie to chciałem wykazać w dyskusji, nie odbierając niczego z sensu i tego co niesie ze sobą „Memorial Day”, dla ludzi za oceanem.

  8. Artur napisał(a):

    Widze ze jestes odpowiednio nastawiony do tematu , nikt i nic nie zmieni twojego zdania.
    troche smutny i przygnebiajacy jest ten twoj swiat
    moj jest bardziej optimistyczny…
    Jeszcze raz pozdrawiam

  9. Tomasz napisał(a):

    Ale dlaczego „odpowiednio nastawiony”, bo staram się realnie patrzeć, na świat jaki mnie otacza, bo widzę rzeczy jakimi są naprawdę, a nie jakimi „ktoś” chce żeby były.

    Wszystko co przytoczyłem opiera się na faktach i prawdziwych intencjach osób, czy organizacji za nie odpowiadających.

    Tobie się udało zmienić otoczenie i wiedziesz teraz zupełnie inne życie, to wmawiasz mi, że mój świat jest smutny. Zapewniam Cię, że potrafię się cieszyć „małymi rzeczami”, ale ciągnąc tego tematu faktycznie nie ma sensu.

    Ciekawy jestem, tylko który z nas prędzej będzie w stanie zmienić zdanie.

    Również pozdrawiam.

Skomentuj